czwartek, 3 sierpnia 2017

Projekt 62 part 2 i 3 + podsumowanie miesiąca i hity



Jak już może wiecie, zmuszona zostałam zrobić podsumowanie dwudziestu dni jako jeden wpis. Nie dlatego, że nic nie robiliśmy. Wręcz przeciwnie - mieliśmy łapki pełne pracy! I wyjechaliśmy. A tyle się działo! Dlatego też, jako bonus, dorzucamy Wam podsumowanie miesiąca i hity lipca.
Codziennie pilnowaliśmy założeń projektu. Miało miejsce kilka bardzo ważnych wydarzeń i właśnie o nich chciałabym pomówić najwięcej, ponieważ uważam,
że są one warte uwagi.
14 lipca pojechaliśmy rano na agility, gdzie Lex pomimo zjedzenia kolacji (nie bycia głodnym) i wycisku umysłowego (troszkę) dzień wcześniej, pracował zaskakująco dobrze! Są filmiki, będziemy sklejać i robić coś większego. O treningu dowiedziałam się, gdy pies już pogromił kolację, więc żeby nie było, że go specjalnie karmiłam
i męczyłam przed. Czyżby była to drobna sugestia z jego strony, że jest gotów
na spontaniczne treningi? Mimo wszystko jednak dalej będę mu odbierała kolację dzień przed planowanym treningiem na korzyść śniadania i ograniczała myślenie.
15 dnia lipca moja kuzynka (buziaki!) organizowała urodziny, a że 18, to iść trzeba!
Ale co zrobić z psem?! Drogą dedukcji ustaliliśmy, że pójdzie do znajomego,
który ma akitę. To był karygodny błąd. Nie chcę tego roztrząsać, jednakże wiem,
że już więcej go nie dostanie! Lex nie mógł zostać sam w domu,
ponieważ musieliśmy jechać nieco ponad 100km, a zabrać go na imprezę też nie mogliśmy. Był to drugi raz, kiedy został z kimś "obcym". Poprzednim razem jednak byłam bardziej spokojna,
bo wiedziałam, że opieka była milion razy lepsza! Zostawiłam go ze spokojną głową,
bez lęku separacyjnego u żadnej ze stron. Nawet powstał na tę okoliczność filmik, który oglądałam na stypie. Polecam gorąco!
Wracając do tematu, impreza imprezą, a na drugi dzień wystawa! Ponownie miałam przyjemność prezentować pięknego Shirka (ZBIR A Pure Heart), skończyliśmy z oceną bardzo dobrą w klasie pośredniej. Jako że na tę wystawę mógł wejść każdy pies, pojechał też Lex. Kibicował i zachowywał się naprawdę nieźle. W tygodniu nie robiliśmy nic niezwykłego, a w piątek uderzyliśmy na stolicę. Udaliśmy się na wieczorną penetrację Starego Miasta, ronda „z palmą” i innych takich… :P Zachowanie psa to 7/10.
Rano, w sobotę, wyruszyliśmy w kierunku Mazur, gdzie osadziliśmy swoje leniwe tyłki
na ponad tydzień. Będzie o tym coś więcej w osobnym poście, bo ten musielibyście czytać chyba dwa dni. Po przyjeździe udaliśmy się na naszą ukochaną plażę miejską,
a w niedzielę płynęliśmy statkiem wycieczkowym w Giżycku. Pies, oczywiście,
płynął z nami! Głównie siedział i obserwował, bo jeden z członków naszego „drim timu” go obudził, jak próbował na początku zasnąć. Zachowanie Lexa w porcie pozostawiało wiele do życzenia, ale jest to też częściowo moja wina, choć nie do końca. Był bardzo rozemocjonowany, a, jak wiadomo, „naelektryzowany” pies nie jest zbyt grzeczny. Nie miałam zbytnio możliwości wyciszenia go, ale daliśmy radę. Każdego kolejnego dnia było coraz lepiej.
O psach na wsi, w której rezydowaliśmy napiszę co nieco w oddzielnym poście.
Lex był niezwykle wyciszony w stosunku do większości psów na wsi, co mnie cieszyło bardzo! Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego jak bardzo! W tym roku już awansował
i wchodził na piętro w domu oraz biegał luzem po polach. Przywołanie jest kilka razy lepsze niż w ubiegłym roku, ale o tym następnym razem. Coraz lepiej się koncentrował na mnie i wymagałam coraz więcej.

Teraz czas na ulubieńców!
Myślę, że niezaprzeczalnie należy zacząć od mopa! Tak. Od mopa. Ambitni psiarze wiedzą o co chodzi. ;) Wybrałam neonowy pomarańczowy. Jak się bardzo szybko okazało, jest to chyba najlepsza zabawka, jaką Lex miał kiedykolwiek. Zwykle, w celu nakręcenia do zabawy, stosowaliśmy piramidę nagród. Tutaj nie była ona konieczna, jednak pamiętałam o żelaznej zasadzie, jaką jest przerywanie zabawy w najciekawszym momencie – nie chcę, aby w tym czarnym łebku coś się odwidziało i znów zawiesił zabawę czymkolwiek.
Kolejny hit to ciastka z Maxi Zoo (takie tandetne zbożówki, które pływają). Na wystawie otrzymałam dwie papierowe torebeczki, które można było napełnić przysmakami
za darmo, więc pojechałam do sklepu (z przygodami – jak na mnie przystało) i przyniosłam różne. Raczej starałam się wybierać te drobniejsze, ale i tak wzięłam wszystkiego
po trochę.
W ciągu tego miesiąca „przypomniałam sobie” o mojej kamerce sportowej, więc będzie filmik i o smyczy gumowanej, której poprawiłam design i często z niej korzystałam,
mimo że ma rok z kawałkiem, ale sądzę, że o niej też mogę napisać coś osobnego
w przyszłości.

Dajcie znać jak tam Wasze wypady! :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz