środa, 12 lipca 2017

Projekt 62 - part 1


Dziś przyszedł czas na podsumowanie pierwszej części projektu 62, który postanowiłam rozgrzebać w tym roku. Miałam dopiero w ostatniej części zawrzeć dwanaście dni,
ale coś się pozmieniało i uznałam, że lepiej zrobić najpierw dwanaście dni,
a później po dziesięciu. niż po tych dziesięciu dniach napisać, że u nas nic nowego i nic nie wiem, bo wyjechałam. Tak, wyjechałam. Bez psa. Zostawiłam go z moimi rodzicami. Tym razem miałam spokojną głowę. Pierwszego lipca byliśmy na dniu psa w schronisku, a drugiego już byłam na wsi. Przekiblowałam ponad tydzień - akurat do dziesiątego
i wróciłam. Pełna obaw co do tego czy pies nie został zepsuty i nie ma zresetowanego mózgu.
Jak wiadomo, będąc na wyjeździe trudno jest trenować cokolwiek nie mając psa ze sobą, ale dochodzę do wniosku, że pies mi się nie zepsuł! :) Po moim powrocie działał tak, w jakim stanie go zostawiłam, mimo że wiem, że nikt z nim tego nie ćwiczył - m.in. nie wybieganie z klatki schodowej na spacer, nie ciągnięcie na smyczy. Widzę,
że ucierpiało trochę chodzenie przy nodze luzem, ale to mniejsza strata niż np. reset kontroli emocji... Czyżbyśmy właśnie osiągnęli "sumę gwarantowaną"? Czy to nasz próg, do którego już nie trzeba wracać, bo się już osiągnął? Od jutra zakładamy jakiś dzienniczek treningowy, czy jak to tam nazwać, i zapisujemy każde niepowodzenie
na spacerze i każdy sukces. Chętnie dodam, że dziś intensywnie pracowaliśmy nad zostawaniem będąc przywiązanym bez darcia paszczy i wychodziło całkiem, całkiem! :D
A Wy jak sobie radzicie z treningami w wakacje? Czy może nie macie już wakacji?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz